Sądy rodzinne nie stosują sztywnych tabel, więc wysokość alimentów wynika z arytmetyki przedstawionej przez stronę. Dobrze zbudowane zestawienie zaczyna się od kosztów mieszkaniowych: czynsz, media i opłaty eksploatacyjne dzieli się przez liczbę domowników i przypisuje dziecku jego udział. Dalej idą wydatki policzalne miesięcznie: żywność, odzież, leki, dojazdy i opłaty szkolne. Wydatki nieregularne, takie jak wyprawka, kolonie, korekcja wzroku czy ortodonta, rozkłada się na dwanaście miesięcy, bo tylko wtedy pasują do konstrukcji świadczenia okresowego. Zawyżenie choćby kilku pozycji podważa wiarygodność całego zestawienia, a sędzia orzekający w wydziale rodzinnym rozpoznaje zawyżone budżety niemal natychmiast.
Druga strona równania bywa trudniejsza dowodowo, bo przepis mówi o możliwościach zarobkowych i majątkowych, a nie o faktycznie osiąganych dochodach, co pozwala sądowi ustalić alimenty także wtedy, gdy zobowiązany celowo zrezygnował z pracy, przeszedł na działalność gospodarczą wykazującą stratę albo część wynagrodzenia przyjmuje poza ewidencją. W takich sprawach wartość mają wnioski dowodowe kierowane do pracodawcy, do ZUS i do naczelnika urzędu skarbowego. Jeżeli zobowiązany pracuje etatowo, najprostszym dowodem pozostaje jego umowa o pracę wraz z informacją o warunkach zatrudnienia oraz zaświadczenie o zarobkach z ostatnich miesięcy.
Trzeci element to wkład osobisty rodzica sprawującego pieczę. Art. 135 § 2 KRO nakazuje traktować codzienną opiekę jako część wykonania obowiązku alimentacyjnego, więc rodzic mieszkający z dzieckiem pokrywa w naturze znaczną część jego potrzeb i nie musi finansować połowy budżetu. Świadczenie wychowawcze oraz świadczenia z funduszu alimentacyjnego nie obniżają alimentów, ponieważ art. 135 § 3 KRO każe pominąć je przy ustalaniu zakresu obowiązku. Argument przeciwny wraca w niemal każdej odpowiedzi na pozew, więc warto uprzedzić go już w uzasadnieniu.