Warszawa skupia największą liczbę umów najmu okazjonalnego i tam najwyraźniej widać pułapkę właściwości urzędu skarbowego. Zgłoszenia dokonuje się według miejsca zamieszkania właściciela, a nie położenia lokalu, więc właściciel mieszkający w Łodzi i wynajmujący kawalerkę na Woli składa zgłoszenie w swoim urzędzie. Wnioski o nadanie klauzuli wykonalności trafiają natomiast do sądu rejonowego właściwego dla miejsca położenia mieszkania, a obciążenie stołecznych wydziałów cywilnych bezpośrednio przekłada się na czas oczekiwania.
Kraków, Wrocław i Poznań to rynki studenckie, gdzie umowy zawiera się na dziesięć miesięcy, a wskazywany lokal zastępczy najczęściej należy do rodziców najemcy i leży w zupełnie innym województwie. Prawo tego nie zabrania, jednak przy egzekucji obowiązku opróżnienia rośnie koszt przewozu rzeczy, którym obciążany jest dłużnik, a w praktyce zaliczkuje go wierzyciel.
Trójmiasto i miejscowości nadmorskie żyją najmem sezonowym, do którego najem okazjonalny nie pasuje. Lokal ma zaspokajać potrzeby mieszkaniowe, a nie turystyczne, i sąd oceni to według rzeczywistego sposobu korzystania, nie według nagłówka umowy.
Śląsk oraz mniejsze miasta z zasobem kamienicznym przynoszą problem współwłasności odziedziczonych mieszkań. Najem na czas dłuższy niż rok bywa kwalifikowany jako czynność przekraczająca zwykły zarząd rzeczą wspólną, co wymaga zgody wszystkich współwłaścicieli (art. 199 Kodeksu cywilnego). Jeżeli mieszkanie należy do majątku wspólnego małżonków, bezpieczniej jest, aby umowę podpisali oboje, zwłaszcza gdy w tle toczy się podział majątku opisany w dokumentach dotyczących rodziny i rozwodu.